|
|
Czy prawie roczna praca radnych pójdzie na marne?Afera z uchwałami
Czy uchwały podjęte przez starachowicką Radę Miejską w okresie od marca do grudnia ubiegłego roku, kiedy mandaty sprawowali Włodzimierz Orkisz i Adam Krupa zostaną uznane za nieważne? Według wyroku Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego wszystkie akty podejmowane przez starachowickich rajców w tym okresie należy uznać za niezgodne z prawem!
Kto jest radnym?Wyrok trafił do rąk Wiktora Goliata, pełnomocnika Rady Miejskiej 18 kwietnia br. Na piątkowej sesji (25 kwietnia) odpis wyroku został dostarczony starachowickim radnym.Przypomnijmy, cała sprawa zaczęła się w lutym 2007 roku, gdy głośno było o spóźnieniach z oświadczeniami majątkowymi prezydentów, burmistrzów, wójtów i radnych, w tym także dwóch starachowickich rajców: Grzegorza Walendzika i Krzysztofa Korusa. 24 lutego 2007 roku starachowicka Rada Miejska podjęła uchwałę stwierdzającą wygaśnięcie mandatów obu panów. Już na marcowej sesji (12 marca) na stanowiskach radnych obsadzono Włodzimierza Orkisza (za G. Walendzika) i Adama Krupę (za K. Korusa). G. Walendzik i K. Korus postanowili wyjaśnić sprawę na drodze sądowej. Naczelny Sąd Administracyjny, do którego trafiły sprawy obu radnych, stwierdził, że Walendzik i Korus mają prawo dalej sprawować mandaty radnych. W styczniu 2008 roku, już po odwołaniu z funkcji przewodniczącego Rady Miasta Dariusza Nowaka i powołaniu na jego miejsce Zbigniewa Rafalskiego, uchylono uchwały z 12 marca 2007 r. Do Rady wrócił najpierw G. Walendzik, a następnie K. Korus. W. Orkisz postanowił odwołać się do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego. W ubiegłym tygodniu poznaliśmy wyrok WSA, w którym jasno stwierdzono, że W. Orkisz nigdy nie był radnym. W uzasadnieniu wyroku czytamy: - "...Rada Miejska, a w szczególności ówczesny przewodniczący nie powinni byli dopuścić do podejmowania uchwał dotyczących wygaszenia mandatu w oparciu o zaskarżony do Trybunału przepis ustawy, a już z całą pewnością nie powinni inicjować "na siłę" stanu niezgodności z prawem przez uzupełnienie składu Rady. Celem obecnego przewodniczącego jak i przeważającej grupy radnych jest doprowadzenie do ustawowej zgodności ilości radnych w Radzie oraz do umożliwienia wykonywania mandatów radnym, którzy nigdy tego mandatu nie utracili. Zarzut zawarty w skardze, dotyczący braku podstawy prawnej zaskarżonej uchwały jest całkowicie niezasadny, gdyż w świetle zaistniałego faktu i stanu prawnego Włodzimierz Orkisz nigdy nie był radnym, gdyż mandat radnego objął bezprawnie". Nieważne uchwały?Czy zatem prawie roczna praca starachowickich rajców pójdzie na marne? W dalszej części uzasadnienia wyroku czytamy: "Uchwała Rady Miejskiej w Starachowicach z dnia 24 lutego 2007 roku stwierdzająca wygaśnięcie mandatu radnego Grzegorza Walendzika była nieważna od samego początku, a zatem od momentu jej podjęcia. Tym samym wszelkie akty wydane przed Radę w oparciu o nieważną uchwałę z 24 lutego 2007 muszą być uznane za niezgodne z prawem".A zatem uchwały podjęte w okresie kiedy mandat sprawowali W. Orkisz i A. Krupa, mogą zostać uznane za niezgodne z prawem. Gdyby wyrok był prawomocny, uchwały podjęte w okresie od marca do grudnia ubiegłego roku mogłyby zostać zaskarżone do sądu. Według prawa uchwały można zaskarżać przez rok od momentu ich uchwalenia. Będzie odwołanieRadni nie pozostawili sprawy bez echa. Jako pierwszy odniósł się do niej radny Sylwester Kwiecień. - Otrzymaliśmy dokument z Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego, który stwierdza, że akty wydane przez starachowicką Radę Miasta są niezgodne z prawem.Do dyskusji włączył się także radny Michał Sendecki. Dziś dostaliśmy odpis wyroku. Do tej całej sytuacji przyczyniła się Rada. W uzasadnieniu jest także kilka stwierdzeń dotyczących byłego przewodniczącego Rady, jego działań, które nie powinny być podejmowane. Pisma, które spływają z WSA potwierdzają, że to, o co część radnych walczyła w ubiegłym roku było słuszne - powiedział. - Mandaty radnych Walendzika i Korusa zostały wygaszone po tym, gdy otrzymaliśmy oficjalne stanowisko wojewody w tej sprawie - tłumaczył były przewodniczący RM Dariusz Nowak. - Wpłynęły wówczas pisma nakazujące wygaszenie mandatów. Byliśmy więc jako Rada do tego zobligowani - dodał. Włodzimierz Orkisz zapowiada odwołanie do wyższej instancji, w tym przypadku do Naczelnego Sądu Administracyjnego. - Oczywiście odwołam się. Nie chciałbym natomiast komentować uzasadnienia wyroku - powiedział nam w rozmowie telefonicznej. M.D. ![]() Zamiast ManhattanuMiejska hala już na wiosnę?
Najprawdopodobniej już w listopadzie bieżącego roku rozpocznie się budowa nowoczesnej hali, która stanie na miejscu dawnej kotłowni. Prace zakończą się prawdopodobnie na wiosnę przyszłego roku - zapewnia prezydent miasta. Wiadomo już jak będzie wyglądać starachowickie centrum handlowe.
Powstanie centrum handlowego i likwidacja obecnego targowiska Manhattan, zdaje się być coraz bardziej realne. Przedstawiona została koncepcja budowy nowoczesnej hali.
Projekt na nowy pawilon dla kupców został wyłoniony na drodze konkursu. Rozstrzygnięcie odbyło się 11 kwietnia, a ogłoszenie wyników 22 kwietnia. Konkurs wygrała Beata Mazurek z Kielc. Zaprezentowany projekt pokazuje nam obiekt z lotu ptaka, widok od strony ulicy Złotej i Alei Armii Krajowej, a także propozycję urządzenia ogródka, a także ciągu komunikacyjnego na pasażu głównym. Prezydent Wojciech Bernatowicz przybliżył wygląd starachowickiego centrum handlowego. - Do starachowickiego centrum handlowego będzie można dostać się trzema wejściami usytuowanymi w narożnikach hali. Znajdzie się miejsce na sześć pawilonów, będzie pasaż handlowy, 115 modułów handlowych, maksymalnie 230 stanowisk pracy. Całkowita powierzchnia obiektu będzie wynosić 3030 m2. Poza tym zaprojektowany jest wewnętrzny ogródek, ławeczki, donice z kwiatami, miejsce na toalety - wylicza prezydent Starachowic. Budynek będzie dwupoziomowy. Wiadomo już także jak zostanie zagospodarowane poddasze nowoczesnego obiektu. - Na poddaszu planujemy urządzić pomieszczenia biurowe, z których wynajmu uzyskamy dodatkowe pieniądze - poinformował prezydent. Prawdopodobnie do końca lipca zostanie ogłoszony przetarg na wykonanie budowlanego projektu galerii. Wiadomo, że kilka firm wyraziło już chęć przystąpienia do przetargu. - Jeśli wszystko pójdzie po naszej myśli, jeśli uda się uzyskać pozwolenie na budowę, wraz z końcem października lub początkiem listopada rozpoczniemy budowę. Prawdopodobnie późną wiosną prace zostałyby ukończone - zapowiedział Bernatowicz. W. Bernatowicz podkreślał, że teren po Manhattanie będzie zagospodarowany tak, by starachowiczanie chętni spędzali tam czas. - Chcemy wyeksponować skałki, podświetlić je. Myślimy także o ustawieniu tam punktów gastronomicznych, tak aby rodziny, które przyjdą spędzić miło czas, mieli także okazję by coś zjeść - dodaje. Co jednak stanie się z handlowcami, którzy obecnie mają na Manhattanie swoje stanowiska pracy? - W momencie podpisania umowy budowlanej podamy kupcom termin, do którego będą się musieli przenieść. Termin oddania hali do użytku będzie datą graniczną - dodał. M.D.
![]() Przy ul. BorkowskiegoNowoczesny ośrodek zdrowia
Po byłej siedzibie sanepidu przy ul. Borkowskiego została już tylko wielka góra gruzu. W tym miejscu powstanie się nowoczesny ośrodek zdrowia.
Co takiego powstanie przy starostwie, w miejscu po zburzonym budynku, w którym niegdyś mieścił się sanepid? - takie pytanie zadawali sobie mieszkańcy Starachowic w ostatnich dniach. Informacje były różne, a właściwie spekulacje. Przechodnie głośno zastanawiali się, co zostanie wybudowane. Jak się okazało teren ten został zakupiony przez Krzysztofa Chaję, starachowickiego biznesmena, głównego właściciela firmy Perfopol. Ma on ciekawe plany zagospodarowania tego miejsca, plany nie byle jakie.
Niegdyś nieruchomość ta należała do starostwa. W 2006 roku sytuacja ta uległa zmianie. - Uchwałą Rady Powiatu obiekt ten został przekazany firmie PKS. W zamian starostwo przejęło budynek, w którym mieszczą się Warsztaty Terapii Zajęciowej - powiedział Andrzej Pruś, asystent Zarządu Powiatu. Plany Krzysztofa Chai były początkowo nieco inne. Chciał on, by powiat przejął ponownie budynek po sanepidzie, a następnie dokonał zamiany na obiekt, w którym mieści się Powiatowy Urząd Pracy. Oczywiście przy ul. Borkowskiego starostwo otrzymałoby gruntownie przebudowany i wyremontowany obiekt. Niestety przeszkodziły względy finansowe. - Składałem propozycję powiatowi, żeby przeprowadzić na ul. Borkowskiego Powiatowy Urząd Pracy. Zarząd Powiatu miał inne potrzeby - powiedział nam Krzysztof Chaja. - Na placu po siedzibie sanepidu powstanie nowoczesny ośrodek zdrowia o standardach europejskich. Przeniesiemy tu również nasz Prywatny Ośrodek Medycyny Pracy z ul. Radomskiej - dodał przedsiębiorca. Dlaczego starostwo nie przystało na propozycję K. Chai? - Starostwo przenosząc się do nowego obiektu spełniającego wymogi Unii Europejskiej musielibyśmy go wyposażyć. Możliwości finansowe powiatu są jednak ograniczone i dlatego nie doszło do zamiany - powiedział A. Pruś. olo
![]()
![]()
10 lat
To już 10 lat od daty wydania pierwszego zezwolenia na działalność w Specjalnej Strefie Ekonomicznej "Starachowice" S.A.! Wspaniała uroczystość jubileuszowa odbyła się 24 kwietnia br. w reprezentacyjnych salach Hotelu "Europa" w Starachowicach.
Blisko 60 firm działających w Strefie, 195 milionów zainwestowanych euro, 5.000 osób zatrudnionych - to imponujący bilans dokonań starachowickiej SSE. Jubileusz zgromadził wielu gości: inwestorów, urzędników, samorządowców, byłych i obecnych prezydentów Starachowic. Marek Bogumił i Cezary Tkaczyk, prezesi SSE, podkreślili, że powstanie i sukcesy Strefy rozpoczęły intensywne starania prezydentów Grzegorza Walendzika i Zenona Krzeszowskiego oraz starachowckiego samorządu. Nie zapomnieli o pierwszych prezesach SSE: Krystynie Cieciorze i Jerzym Jaworskim, oraz zmarłym Henryku Krekorze. Największych inwestorów w poszczególnych kategoriach doceniono wręczając piękne statuetki "Strefowe Krzemienie". Nagrody dostali również pierwszy inwestor - firma Gerda i firma Cerrad - posiadacz trzynastego, szczęśliwego zezwolenia na działalność w SSE.
Dla ponad 150 uczestników uroczystości wystąpiła, dając brawurowy popis wirtuozerskich umiejętności, smyczkowa "Grupa MoCarta". Toast szampanem i smaczny poczęstunek w Sali Śródziemnomorskiej Hotelu "Europa" pokrzepił gości jubileuszu. Zamiejscowi zawiezieni zostali także do Wąchocka, gdzie zobaczyli słynny klasztor oraz budowany zalew na Kamiennej. Jubileusz zakończyła uroczysta kolacja. Wśród powinszowań składanych tego dnia przeważały życzenia dalszego rozwoju, nowych inwestycji, kolejnych miejsc pracy, radości z tworzenia nowej rzeczywistości gospodarczej Polski. Tego również SSE i Starachowicom życzy TYGODNIK. Jarosław Babicki
![]() Plecionkarstwo to jego życiowa pasjaWiklinowe cuda
Pojemne kuferki, kształtne koszyczki, zgrabne miotełki - wszystko to umie wyczarować z wikliny ludowy twórca ze Śniadki (gm. Bodzentyn) Stanisław Smoliński. TYGODNIK wysłuchał jak zaczęła się jego przygoda z plecionkarstwem oraz jak powstają wiklinowe cudeńka.
Od młodych latStanisław Smoliński, siedemdziesięcioletni mieszkaniec Śniadki, już od kilkudziesięciu lat zajmuje się plecionkarstwem, czyli wyplataniem różnych przedmiotów z wikliny, brzozy czy leszczyny.Pan Stanisław opowiada, że swoją przygodę z wikliniarstwem rozpoczął już w wieku czternastu lat. - Zaraz po wojnie nastały bardzo trudne czasy. Nie mieliśmy pieniędzy na kupno książek, zeszytów i wielu innych rzeczy potrzebnych do szkoły. Nie było na nic pieniędzy. Jako młody chłopak musiałem sobie jakoś radzić. Tym bardziej, że byłem półsierotą. Nie miałem ojca. Nie miał kto człowiekowi pomóc. Mama nie dawała rady. Trzeba było wymyślić sposób na zarobienie pieniędzy - wspomina. Młody chłopak znalazł na to sposób. Oprócz pasania krów i pomocy przy gospodarstwie, pan Stanisław w wolnej chwili brał do ręki nożyk, gałązki leszczyny czy brzozy i wyczarowywał wspaniałe miotełki, opałki i koszałki. - Skąd wiedziałem jak to robić? Trochę podpatrzyłem od kolegi i sąsiada. W naszej wsi było kilka osób, które zajmowały się wikliniarstwem. Teraz większość już nie żyje. Pan Stanisław szybko pojął jak wykonywać "plecionkarską" pracę. Produkcja zaczęła się rozwijać. - Dzięki temu zacząłem zarabiać pierwsze złotówki, które przeznaczałem na kupno książek i zeszytów - opowiada. Materiał do wyrobu koszyków, kuferków i miotełek nie jest wcale łatwy do pozyskania. Jak wspomina mężczyzna, kiedyś to była wielka wyprawa. - Wiklinę zdobywałem z pagórków, z mokradeł nadrzecznych, a także z różnych krzewów. Chodziłem po materiał do lasu. Pamiętam, wiklinę nosiło się na plecach. Nie było przecież na czym jej przewieźć. Dopiero potem, gdy zarobiłem już trochę grosza, kupiłem sobie rower. Był on bardzo przydatny do przewożenia wikliny - opowiada. Robota w rękach się paliSpod rąk pana Stanisława wychodzą różne wspaniałe rzeczy. - Plecionkarstwo sprawiało mi od zawsze wielką radość. Dzięki temu czas mi szybko płynie, nie nudzi mi się. Gdy mam wolną chwilę zaraz zabieram się do pracy. Robię kuferki, ozdoby, kwietniki do altanek, parawaniki, a także taborety. Ostatnio wykonywałem większą altankę dla pani z Wąchocka. Robota zajęła mi prawie pół miesiąca. Koszałkę robię około 7 - 8 godzin. Kiedyś wykorzystywałem bardzo dużo gałązek z leszczyny. Teraz leszczyna jest bardzo łamliwa. Jak przygotowuję materiał do plecenia? Gałązki wyginam na kolanie. Trzeba mieć do tego wprawę, wiedzieć o co chodzi. Poza tym przy tej robocie trzeba być spokojnym i cierpliwym. Nie zniechęcać się, gdy coś nie wychodzi, bo wiklina lubi się łamać - przyznaje.Ludowy twórcaArtysta ze Śniadki stara się przekazywać młodym swoje umiejętności i zaszczepiać w nich chęć tworzenia. - Kilka razy byli u mnie chłopcy ze wsi. Pokazywałem im na czym polega plecenie. Może będą kontynuować tradycję? - zastanawia się.Pan Stanisław z racji tego, że jest ludowym twórcą, bywa często zapraszany na różnego rodzaju regionalne imprezy. - Kiedyś zaprosili mnie do szkoły w Łomnie. Byłem na corocznej imprezie "Jarmarku u Starzecha" w Starachowicach. Ostatnio byłem w Szerzawach na Dniu Regionalnym. Miło jest, gdy ktoś pamięta o człowieku - dodaje. Małgorzata Dziurzyńska
![]()
Kościół bez tajemnic
Przedstawiciele TYGODNIKA uczestniczyli w trzeciej konferencji z cyklu "Kościół bez tajemnic" organizowanej przez Zgromadzenie Księży Marianów w Licheniu.
Od 17 do 19 kwietnia, 60 dziennikarzy z całej Polski słuchało wykładów i dyskutowało na temat "Kościół, a polityka". W gościnnym Domu Pielgrzyma "Arka" stworzono doskonałe warunki do dziennikarskiej debaty na ważny i aktualny temat. Ks. Zbigniew Krochmal, rzecznik prasowy Maryjnego Sanktuarium w Licheniu, główny organizator konferencji, podkreślił, że celem takich spotkań jest nie tylko edukacja, ale też integracja środowiska dziennikarskiego i kształtowanie modelu kulturalnej dyskusji między ludźmi o niejednokrotnie zróżnicowanych poglądach. O sprawny przebieg wydarzenia profesjonalnie zadbała Aneta Kwiatkowska z Biura Prasowego Sanktuarium. Moderatorem dyskusji był ks. Paweł Gronowski. Gości witał ks. Wojciech Sokołowski, przełożony Domu Zakonnego Zgromadzenia Księży Marianów w Licheniu.
Pierwszy wykład na temat Soborowy model obecności Kościoła katolickiego w życiu publicznym, wygłosił ks. bp Tadeusz Pieronek. Tuż po nim mówił Stefan Niesiołowski, polityk PO, wicemarszałek Sejmu: Ścieżki polityki. Polityka etyczna a polityka skuteczna. Następnego dnia dyskusję rozpoczął ks. Józef Kloch, rzecznik Konferencji Episkopatu Polski wykładem pt. Polityka medialna Kościoła. Monika Przybysz, naukowiec z Uniwersytetu Kardynała Wyszyńskiego, mówiła na temat Ewangelia a PR - wykluczenie czy dopełnienie? Publicystka Rzeczpospolitej Ewa Czaczkowska omówiła Dylematy publicysty na styku Kościoła i polityki. Dziennikarz TVN i Newsweeka Szymon Hołownia, dzielił się swoimi refleksjami na temat: Ewangelizacja czy polityka w programach religijnych? Wojciech Luchowski, organizator licheńskiego muzeum, opowiedział o pasjonujących losach muzealnej kolekcji, która niż niebawem będzie pokazywana w Licheniu. Bielany, Fawley Court, Licheń. Kolekcja muzeum Zgromadzenia Księży Marianów wczoraj i dziś - brzmiał tytuł jego wykładu. Paweł Zuchniewicz, dziennikarz, znawca życia i dzieł Jana Pawła II mówił na temat: Papiestwo - duszpasterstwo czy polityka w kontekście życia Jana Pawła II. Organizatorzy zadbali również o duchową stronę spotkania: była Msza św. i adoracja. Chętni zwiedzili słynną bazylikę i inne obiekty Sanktuarium. Tekst Jarosław Babicki
![]()
Z kart rodowodu (581)Zaczerpnięte z kroniki mgr K. Kowalewskiej
Wśród osób, które kiedyś zajmowały się historią Zakładów Starachowickich, była kobieta mgr Krystyna Kowalewska. Zatrudniona w latach 70 ub. stulecia w Ośrodku Informacji Technicznej FSC, zanim odeszła do pracy w szkolnictwie, pozostawiła po sobie liczącą kilkaset stron maszynopisu kronikę. W dokumencie tym, oprócz spraw techniczno-produkcyjnych, jest wiele odniesień do życia załogi oraz wydarzeń na polu oświaty i kultury. Oto niektóre wiadomości, zaczerpnięte z jej opracowania:
- W 1948 roku kadra techniczno-ekonomiczna powstającej FSC nie jest liczna, ale wartościowa. Jej trzon stanowią: S. Cichosz, Z. Czeski, T. Płusa, R. Karsch, J. Kasiuchna, B. Krasuski, K. Loesch, E. Matyka, F. Misztalski, L. Możejko, J. Nejthardt, T. Podsiadło, S. Remiszewski, M. Rudziński, S. Rużycki, Rymarczyk, A. Skulimowski, J. Szafraniec i A. Trzciński. -Pierwszą sztuką teatralną wystawioną przez amatorów na scenie otwartego w 1950 r. Domu Kultury FSC, wznawianą wielokrotnie, jest sztuka Moliera "Lekarz mimo woli". -Dla polepszenia sytuacji na rynku zaopatrzenia, w 1954 r. rusza w FSC produkcja uboczna: kuźnia poczyna wykonywać motyki, a wydział budowlany półeczki toaletowe. W zakładzie propagowane jest hasło: "Poprzez krytykę i samokrytykę, poprzez czujność rewolucyjną i walkę z biurokracją, do podniesienia na wyższy poziom pracy organizacji partyjnej". -W styczniu 1957 r. odszedł z FSC na zasłużony odpoczynek Wincenty Omasta. Pracę w Zakładach Starachowickich rozpoczynał on jako 24-letni mężczyzna, a kończył mając lat 80. 56 lat stażu pracy, to trudny do pobicia rekord. -W 1960 r., w pierwszej, a zarazem ostatniej "Zgadnij Zgaduli" o tematyce FSC, główną nagrodę, którą jest telewizor, zdobywa Mieczysław Sławski. Janusz Danielski za zajęcie drugiego miejsca otrzymuje motocykl marki SHL. -Dyrekcja FSC (1961 r.) podpisuje umowę z pracownikami naukowymi krakowskiej AGH. Zobowiązują się oni opracować ulepszoną technologię dla podstawowych odlewów samochodowych, wykonywanych w Zakładach Dolnych FSC. Rokuje to podniesienie jakości części i zmniejszenie ilości braków odlewniczych. W lipcu 1962 r. stwierdza się, że ilość inżynierów zatrudnionych w FSC uległa zmniejszeniu i wynosi już tylko 13 na tysiąc osób zatrudnionych w przedsiębiorstwie. -Udział produkcji starachowickiej FSC w branży motoryzacyjnej kraju wynosi w 1969 roku 19 procent. Wartość materiałów i półfabrykatów otrzymywanych w tymże roku od kooperantów z zewnątrz, stanowi około 70 procent kosztów wytwarzania. -Wskaźnik ilości godzin nieprzepracowanych w starachowickiej FSC z różnych powodów, należy w 1973 roku do najwyższych w ZMot. A w związku z tym, dyrekcja fabryki angażuje operatora, który co jakiś czas utrwala na taśmie filmowej, jak wygląda na wydziałach praca ludzi i maszyn. Uzyskany w ten sposób materiał informacyjny ma ułatwić podjęcie właściwych środków zaradczych. (Podobno, jak zbliżał się kamerzysta, nawet bezczynni nie z własnej winy szukali sobie jakiejś roboty. AP) -W FSC w latach 70 istnieje ośrodek rehabilitacji przemysłowej dysponujący 45 stanowiskami tzw. pracy chronionej. Kierowane są do niego osoby, które pracując w warunkach szkodliwych dla zdrowia nabawiły się trudnych do wyleczenia chorób. Cierpiący z powodu dolegliwości układu krążenia i nerwic są poddawani "biczom szkockim". Aleksander Pawelec ![]()
SPORTPiłka nożna - Klasa okręgowa gr. II. Juventa-Perfopol - Polanie 3:0Strzelający Szyszka 2
Damian Szyszka, który zameldował się na boisku dopiero po przerwie, szybko wszedł w rytm meczowy. Napastnik występujący jeszcze do niedawna w barwach kieleckiego Kolportera Korony dzięki znakomitej skuteczności dwukrotnie wpisywał się na listę strzelców.
Kolejny bardzo dobry występ zanotował młody piłkarz Juventy-Perfopol Damian Szyszka. Słowa pochwały napastnikowi gospodarzy nie oszczędzał szkoleniowiec żółto-niebieskich Jerzy Rot. - O walorach tego zawodnika mogłem przekonać się już wcześniej. W Pucharze Polski zaprezentował się bardzo dobrze. W takim meczu jak ten decydują zmiany, a zawsze jest tak, jeśli zmiana nie wyjdzie to nikt by się zawodnikiem nie zachwyca. Cieszę się, że podopieczny wszedł na murawę i strzelił dwie bardzo ważne bramki. Mam nadzieję, że będzie z niego wartościowy piłkarz. Jest ambitny i waleczny, a to się liczy najbardziej - stwierdził trener.
Zawodnicy, którzy zastąpili kartkowiczów: Tomasza Wójcika i Artura Górę oraz kontuzjowanego Macieja Kruka w dużej mierze przyczynili się do wyniku. - Uspokajałem graczy przed meczem, że mimo ubytków jesteśmy faworytami - mówił po ostatnim gwizdku sędziego J. Rot. - Mamy 20 zawodników łącznie z juniorami, którzy w każdym momencie mogą wejść i grać. Dla mnie stwarza to możliwość rotacji w składzie. Młodzi chłopcy, którzy dzisiaj pojawili się na murawie zaprezentowali się z bardzo dobrej strony. To wszystko pokazuje, że wykonujemy dobrą robotę i, że współpraca z grupami młodzieżowymi działa dobrze - zakończył szkoleniowiec. Karol Gorzkowski,
![]() Piłka nożna - Klasa A grupa IV. Wygrana Kamiennej w derbach regionuDuet S-O rozmontował Arkę
Kamienna gol, Kamienna gol, Kamienna gol, gol, gol, gol... i jak tak dalej będziesz grała, to 3 punkciki będziesz miała - mogli zaśpiewać w niedzielne popołudnie kibice popularnych biało-niebieskich. Ich pupile w derbach powiatu pokonali bowiem GKS Arkę Pawłów 5:1.
Największa w tym zasługa duetu Dawid Soboń-Łukasz Ochocki. Obaj gracze rozmontowali bowiem defensywę Arki. Strzelecką kanonadę już w 2 minucie rozpoczął prawoskrzydłowy. 22-letni pomocnik popisał się mocnym uderzeniem w tzw. długi róg, po którym Artur Walkiewicz musiał wyciągać piłkę z siatki. W odpowiedzi gospodarze derbowego pojedynku najpierw za sprawą Damiana Wójtowicza, a później Jacka Lewandowskiego mogli pokusić się o doprowadzenie do wyrównania. Potem przyszły jednak chwile, które wstrząsnęły stadionem w Pawłowie. W odstępie 180 sekund podopieczni trenera Jacka Świtonia podwyższali prowadzenie. Ochocki wykorzystał doskonałe podanie Sobonia i było 0:2. Gdy kibice Kamiennej radowali się z drugiej bramki, futbolówka po raz trzeci tego dnia powędrowała do bramki Arki. Napastnik występujący do niedawna w łódzkim SMS-ie wykorzystał sytuację sam na sam z golkiperem popularnych żółto-niebieskich.
Szkoleniowiec miejscowych widząc co dzieje się na boisku, dokonał pierwszej zmiany. W miejsce Borowca pojawił się bowiem Szymon Zaczek. Na kwadrans przed ostatnim gwizdkiem, kończącym pierwszą odsłonę niedzielnego widowiska, faulowany w polu karnym był Piotr Loranty. Sędzia bez wahania podyktował "11". Sam poszkodowany zamienił rzut karny na gola. Futboliści prowadzeni przez Janusza Ćwielucha odważniej zaatakowali natomiast w ostatnich fragmentach pierwszej i na początku drugiej połowy, gdzie przed szansą zdobycia bramki byli kolejno Wójtowicz oraz Wojciech Kopyś. Ochocki ponownie dał o sobie znać w 61 i 63 min. Młody snajper Kamiennej zaliczył dwie asysty, najpierw świetne dogrywając Soboniowi, a następnie Piotrowi Siczkowi. Spotkanie z pewnością mogło podobać się licznie zgromadzonej publiczności. Piłkarzom oby zespołów nie zabrakło bowiem ambicji i woli walki. Zwycięsko wyszli z niej goście, którzy skutecznie zrewanżowali się tym samym za porażkę poniesioną w rundzie jesiennej (przypomnijmy, iż na stadionie w Brodach Arka wygrała 4:2). Kluczem do triumfu Kamiennej była dobrze dobrana taktyka. J. Świtoń zastosował pressing i krótkie krycie, skutecznie odcinając od podań najlepszego strzelca gospodarzy. Słowa pochwały należą się także formacji defensywnej, która znakomicie wywiązała się ze swoich zadań. Po gwizdku oznajmiającym koniec meczu, brodowianie wspólnie z grupą kibiców mogli zaśpiewać: Kamienna gol, Kamienna gol, Kamienna gol, gol, gol, gol... i jak tak dalej będziesz grała, to 3 punkciki będziesz miała. Zadowolenia z uzyskanego wyniku - co oczywiste - nie ukrywał trener Świtoń. - Cieszę się zwłaszcza z postawy Ł. Ochockiego, na którego liczyłem od momentu przyjścia do naszego klubu. Zagrał znakomicie, mijając przeciwników niczym slalomowe tyczki. Wypracował również sytuacje, po których padały bramki - powiedział szkoleniowiec. - Cóż tu komentować - stwierdził lakonicznie J. Ćwieluch. Ciekawostką jest natomiast fakt pojawienia się na murawie Ryszarda Koszarskiego, najstarszego piłkarza w szeregach obu ekip, który w końcówce zmienił autora 5 gola. Rafał Roman ![]() Piłka nożna - IV liga świętokrzyska. GKS Rudki ogrywają OrlętaBezcenny Jaros
- Szczerze mówiąc spotkanie nie należało do najpiękniejszych. Najważniejsze są jednak 3 punkty, które ponownie w tej rundzie dopisaliśmy do swojego dorobku - powiedział po ostatnim gwizdku sędziego Dariusz Świetlik. Szkoleniowiec GKS-u Rudki miał powody do zadowolenia, bowiem jego drużyna pokonała na wyjeździe Orlęta Kielce 1:0.
O tym ile dla drużyny prowadzonej przez trenera Dariusz Świetlika znaczy Mariusz Jaros można się było przekonać w niedzielne południe. Najskuteczniejszy napastnik zespołu do swojego dotychczasowego dorobku strzeleckiego dopisał bowiem kolejne trafienie, tym razem na wagę kompletu punktów.
Zanim goście mogli cieszyć się z prowadzenia, jeszcze w pierwszej odsłonie pojedynku powinni dwukrotnie umieścić piłkę w siatce rywali. Przed szansą zdobycia gola stawał Dariusz Kowalski, który zdaniem D. Świetlika należał do najlepszych zawodników na placu gry. - Trzeba przyznać, że gospodarze przyjęli dobrą taktykę. Jej zadaniem było odcięcie od podań Jarosa i wyłączenie z prowadzenia akcji ofensywnych Marcina Wojciechowskiego - powiedział szkoleniowiec. Kluczową dla losów meczu okazała się 77 minuta. W polu karnym Orląt, futbolówka trafiła w rękę jednego z miejscowych piłkarzy i skarżyski sędzia Dariusz Frydryk podyktował rzut karny, którego skutecznie na bramkę zamienił Jaros. - Mówiąc delikatnie niektóre decyzje arbitra pozostawiały wiele do życzenia. Kilka minut przed golem, powinniśmy również otrzymać "11" - podkreślił trener, który za krytykowanie decyzji "sprawiedliwego" musiał opuścić ławkę rezerwowych. - Pomimo tego, że spotkanie nie należało do najpiękniejszych, możemy być zadowoleni z wywalczenia 3 "oczek". Wystąpiliśmy bowiem bez Szymona Bochniaka czy pauzującego za żółte kartki Mateusza Dryki. Obawiając się o zdrowie Grzegorza Kępy (defensorowi popularnej "Gieksy" kilka dni przed konfrontacją dokuczał wirus organizmu), posadziłem go na ławce. Dopiero w ostatnim fragmencie meczu pojawił się na murawie. Najważniejsze, że dowieźliśmy zwycięstwo do końca, kontynuując tym samym dobrą passę - zakończył D. Świetlik. Nie sprostali CzarnymWymaganiom rywali nie sprostali natomiast gracze Łysicy Bodzentyn, którzy przed własną publicznością ulegli Czarnym Połaniec 0:2. Od początku meczu gospodarze zagrali bardzo ambitnie i nie ustępowali wyżej notowanym rywalom. W pierwszych trzech kwadransach gra była wyrównana, a swoje okazje zmarnowali: Szymon Michta i Marcin Witkowski. Kiedy wydawało się, że pierwsza połowa zakończy się remisem goście objęli prowadzenie. Piłkarze Łysicy spodziewali się, że sędzia odgwiżdże zagranie ręką jednego z graczy Czarnych, lecz akcja toczyła się dalej i zawodnik dograł do Tomasza Wolana, który będąc sam na sam ze Ścisłowiczem zdobył pierwsza bramkę. W drugiej połowie goście od czasu do czasu groźnie kontrowali. Jeden z nich zakończył się w 70 min. drugą bramką.Rafał Roman ![]()
![]()
|